Lekkie oparzenia - jak postępować
Ludzie, uczcie się na cudzych błędach
Zostałem jakiś miesiąc temu, na wyjeździe, oblany wrzątkiem. Na rękę. Po chwili bólu i strzepywania gorącej wody, doszedłem do wniosku, że nic mi nie będzie. Po 15 minutach włożyłem na chwilę rękę pod zimną wodę.
No i to wszystko był błąd. Powinienem był wiedzieć, że kontakt z wrzątkiem to oparzenie drugiego stopnia. Gdybym to wiedział, nie zdziwiłyby mnie wielkie bąble po kilku godzinach snu
Wtedy, niestety, nie dało się już nic zrobić poza opatrunkiem, pod który nałożono sporą ilość pianki z panthenolem. W domu smarowałem sobie parę razy dziennie Bepanthenem Plus (to samo co Bepanthen, ale ze środkiem dezynfekującym - nie wiem czy to dobra decyzja, ale krem był pod ręką) i chroniłem luźnym plastrem.
Bąbli nie przekłuwałem (nigdy tego nie róbcie!) i myślałem, że się będą długo wchłaniać. Jednak chyba trzeciej nocy od “wypadku” nieświadomie go zgniotłem i cała ropa opuściła ranę. Od tego momentu minął niecały miesiąc. Niestety rana do końca się nie zagoiła, została malutka blizna.
Podsumowując, co na przyszłość należy robić w takich przypadkach: od razu, jak najszybciej, wkładamy oparzone miejsce pod zimną wodę. Na przynajmniej 10 minut. Potem Bepanthen, najlepiej w piance. I opatrunek.
Ciekawe czy gdybym wtedy tak zrobił, miałbym teraz bliznę?

Przy lekkich oparzeniach można trzymać oparzone miejsce pod zimną wodą do czasu ustąpienia bólu. Rozległe oparzenia natomiast można schładzać jedynie przez 1 minutę, aby nie doprowadzić do hipotermii poszkodowanego i wstrząsu.
PS. To nie ropa, tylko płyn surowiczy